Luty – ogrodnicze podsumowanie miesiąca

Luty – niby jeszcze zima, a już pracy ogrodniczej jest sporo. Teraz właśnie jest ostatni moment na planowanie najbliższego sezonu. Co posadzimy w skrzynkach balkonowych? Jakie warzywa i owoce będą królowały w ogródku ziołowym? Nie na samych rozmyślaniach luty się kończy. Jeszcze są do zrobienia rozsady!

Wiosenne rośliny

W lutym w mieszkaniach królują cebule – hiacynty, narcyzy, szafirki i wiele innych. Gdy szaro i buro na dworze, a na  wiosnę jeszcze trzeba zaczekać, to właśnie  one sprawiają, że w mieszkaniu robi się jakoś weselej. Są łatwo dostępne w sklepach ogrodniczych. Tam dostaniemy okazy najlepszej jakości, choć trochę droższe od tych z hipermarketów, jednak o wiele zdrowsze i większe. Warto jednak wydać te 4 złote na małą piękność, która napawa optymizmem. Przypadkiem trafiłam na drewnianą skrzynkę, w której ciekawie prezentują się wysokie rośliny cebulowe.

Luty to także czas pierwiosnków, których wybór jest olbrzymi pod względem koloru kwiatów. Wystarczy uniwersalna biała lub szara osłonka, by zaprosić wiosnę do domu. Przy dobrej pielęgnacji, będą zdobić mieszkanie nawet przez miesiąc. Nie są trudne w uprawie – wystarczy jasne stanowisko i regularne podlewanie, żeby podłoże za bardzo nie wyschło, bo roślina zacznie więdnąć. Ceny są różne ale warto zapłacić więcej na dobrym sklepie ogrodniczym za dorodną, zdrową i dużą roślinę, niż kupować małego liliputka w hipermarkecie. Ciekawie także wyglądają w wiosennej kompozycji zestawione z roślinami cebulowymi.

luty ogrodnicze podsumowanie miesiąca

Wiosenne kompozycje

W tym roku w lutym postawiłam na ten wiosenny akcent, ponieważ byłam bardzo stęskniona za słońcem i intensywną zielenią młodych liści. Hitem okazała się odmiana szafirka o białych kwiatach, które rozwijały się nierównomiernie, przez co efekt dekoracyjny był przez dłuższy czas. Miały także o wiele więcej pędów kwiatowych niż ich fioletowy kolega. Obie odmiany świetnie komponowały się z niebieskim pierwiosnkiem oraz żółtym narcyzem. Początkowo stały w osobnych białych i szarych osłonkach, ale w końcu wylądowały w drewnianej skrzyneczce, która później stanie się domem dla storczyków.

luty podsumowanie miesiąca

Luty to moje storczykowe szaleństwo

Luty także okazał się miesiącem intensywnego rozwoju storczyków. Moje okazy zawsze na zimę trafiają na parapety pod oknami dachowymi – maja tam jasno i dość chłodno. To obniżenie temperatury sprawia, ze wszystkie zaczynają kwitnąć. Co ciekawe dzieje się to wbrew ogólnym wskazówkom uprawowym – właśnie w zimie rosną najlepiej, a latem, gdy jest upał – odpoczywają. W swojej kolekcji mam popularne falenopsisy kupione 6 lat temu.

Zakwitł także storczyk „niespodzianka”, który uratowałam przed wyrzuceniem, gdy przez kilka lat nie chciał zakwitnąć u mojej Mamy. U mnie także stał przez 3 lata dekorując mieszkanie tylko za pomocą liści. Widocznie dopiero chłodny parapet obudził go ze snu i prawił, że storczyk rozwiną swoje duże, cytrynowe kwiaty. Na razie stoi w plastikowej żółtej osłonce, ale teraz, gdy tak pięknie kwitnie, trzeba podarować mu nowy dom.

luty ogrodnicze podsumowanie miesiąca

Siejemy nasiona

Gdy tylko na początku lutego zobaczyłam w sklepie ogrodniczym wielkie regały z nasionami, postanowiłam rozpocząć sezon ogrodniczy. Z piwnicy wróciły mini-szklarnie, które zostały dokładnie umyte i wysuszone. Zaopatrzyłam się w ziemię ogrodniczą, podłoże do rozsady pomidorów oraz nasiona. Oczywiście wybór kwiatów nie był prosty – jest tyle pięknych gatunków, że trudno się zdecydować. Jednak ograniczałam się ilością parapetów oraz pojemników w mini-szklarni, choć oczywiście kupiłam za dużo.

W tym roku planuję obsadzenie balkonu pnączami i kwiatami jednorocznymi, ale także ziołami i karłowymi pomidorami koktajlowymi. Co roku barierki porastała fasola ozdobna wysiewana prosto do skrzynki w maju, ale w tym sezonie postanowiłam to zmienić. Wybrałam pnącza, które mają dekoracyjne kwiaty, ale wymagają wcześniejszego uzyskania rozsady – tunbergia oskrzydlona i kobea pnąca. Także do mini-szklarni został wysiany pomidor, bazylia, mięta pieprzowa i oregano, jednak dwa ostatnie gatunki wykiełkowały bardzo nielicznie.

Aklimatyzacja petunii

Pod koniec lutego rozpoczęłam także ukorzenianie petunii ogrodowej uprawianej w uczelnianym laboratorium w warunkach in vitro. Proces aklimatyzacji jest stosunkowo długi, a przyspieszanie nie przynosi pożądanych efektów. Rośliny, które do tej pory miały idealne warunki świetlne, temperaturowe i wilgotnościowe, teraz muszą przyzwyczaić się do zmiennego i nie zawsze korzystnego środowiska. W każdym sterylnym słoiczku z pożywką było po kilka roślinek, wyciągając je musiałam zrobić to szybko i sprawnie, żeby nie wysychały. Po otwarciu pojemników, delikatnie wyjęłam palcami małe petunie i oczyściłam korzenie z galaretowatej pożywki. Pamiętają o tym, żeby nie trzymać ich zbyt długo na suchym powietrzu, szybko umieściłam je we wcześniej przygotowanej wilgotnej ziemi. Następnie pojemnik okryłam szczelnie folią spożywczą i odstawiłam w jasne miejsce, gdzie nie świeci bezpośrednio słońce. Teraz przynajmniej przez miesiąc maluszki będą rosły na parapecie. Po tym czasie będę stopniowo odkrywała folię i przyzwyczajała je do obniżonej wilgotności powietrza, następnie przesadzę do mini-szklarni, gdzie będą czekać na maj.

Rozmnażanie grubosza

Od jakiegoś czasu mój grubosz zaczynał coraz mizerniej wyglądać – sposób przycinania, który dla niego stosowałam, sprawiał, że roślina się wydłużała, ale robiła się także niestabilna. Trzeba było podjąć decyzje – przesadzamy czy rozmnażamy. Na korzyć drugiego rozwiązania przemawiał fakt, że grubosz na swoich pędach zaczął wytwarzać korzenie. Zrobienie malutkiej sadzonki nie stanowiło zatem nadzwyczajnego wyzwania, szczególnie, że są to rośliny, które bardzo łatwo się ukorzeniają. Akurat pod ręką miałam słoiczek bo niemowlęcym deserku i stwierdziłam, że nowy grubosz póki jest mały, fajnie będzie w tym wyglądał. Oczywiście docelowo wyląduje w normalnej doniczce. Ziemia została przerośnięta już pod koniec lutego. Reszta grubosza zostanie pewnie przesadzona w marcu, choć regularnie wykonuję takie rozmnażanie tego samego okazu. Chyba najbardziej podobają mi się takie małe roślinki, które można formować od nowa jako małe bonsai.

Dorota Blatsios

Print Friendly, PDF & Email

Powiązane wpisy

Dorota

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *